Obserwatorzy

wtorek, 23 lipca 2019

9. Dar - Powrót Skrzydlatego



A zatem wiosna, która w podskokach popędziła w lato. Cała w kwiatach, rozwrzeszczana ptakami, upstrzona stworzeniami lgnącymi do ciepła. Kolejna zmiana odmierzająca czas. Kolejne kroki, w kolejne miesiące, w których kolejny raz czegoś żal.
Ćma wstała cała upaćkana wyrzutami sumienia. Z nocnych przemyśleń i snów. Nucąc sobie melodię, która nadpłynęła do łba tuż przed przebudzeniem, zmywała z siebie to czym potrafią człowieka okleić myśli.
- Lubię wtedy leżeć na chodniku i popatrzeć w oczy Boga... - fałszowała wycierając się ręcznikiem z zapałem kogoś, kto święcie wierzy, że takie rzeczy można z siebie usunąć w ten sposób. Szczoteczka do zębów uspokoiła durne zawodzenie. Nie da się z paszczą w pianie nawet porządnie pofałszować.
Jak ja zawsze nie cierpiałam tego kawałka - myślała zerkając w lustro. - Jak mnie wkurzał! Prawie tak samo jak: “Już posmarowałem tobą chleb...” Więc dlaczego, u diabła! ten akurat?! No bo choć nie kaleczyła już otoczenia swoimi wokalnymi wybrykami, piosenka cały czas nadawała w jej łbie. Jak jakieś z piekła rodem radio. Jak czip w zębie pewnego proroka na który wieści podsyłał mu rosyjski wywiad... Co za szaleństwo?
Coś mignęło w lustrze a melodię i słowa wypłoszył dźwięk śmiechu. Zastygła. Napięta. To śmiech Tego Dzięki Któremu Zyskuje Się Coś Ze Względu Na Kolor Zboża. Uff - ależ cholernie długie kolejne imię. I jaki cudny dźwięk.
- Mówiłem ci, że nie ufam tym, którzy nie nucą sobie przy toalecie! - śmiał się. - Ale fałszujesz, Ćma!
Wypłukała usta. Uśmiechnęła się szeroko.
- “Nie zaśpiewam ci o Ameryce/ Nie podkułem sobie butów /Nie wiem czego dziś się słucha /Nienawidzę modnych ciuchów...” - zawyła radośnie. - Boże jaki ten tekst głupawy... - zachichotała.
- A na co nam jakiś mądry w tej łazience? - odpowiedział wesoło. - “Jestem stąd, czuję to podwórko/ I klimaty znam na pamięć/ Latem w moim mieście trochę śmierdzi/ Mam tu wszystko pod nogami.”
Fałszował zdecydowanie mniej, choć wirtuozem pieśniarstwa też przecież nie był. Tkwiła w nim ta odwaga, która pozwala usunąć z gardła te wszystkie rzeczy co przeszkadzają w uwolnieniu przez nie głupawych nastrojów.
- “Mam tu wszystko pod nogami/ - dołączyła. - Mam tu wszystko pod nogami/ Mam tu wszystko pod nogami / Mam tu wszystko pod noooooooooooogami!” - zawtórowała mu Ćma i parsknęła śmiechem. - To najlepszy poranek jaki mógł mi się zdarzyć!
Przysiadł na kaloryferze. Swobodnie. Uśmiechnięty. Taki, jakiego pragnęłaby widzieć zawsze.
- No, dalej! Dalej, Ćma! Nie można tak ciąć profanacji klasyki polskiej! To poważna sprawa!
- “Ale kiedy spadnie pierwszy śnieg
I zamrozi nasze myśli
W soplu lodu znajdziesz mnie
Sopel lodu mnie oczyści
Ale kiedy spadnie duży deszcz
I ostudzi nasze głowy
Gdzieś w kałuży znajdziesz mnie
A ja uwieszę się na tobie”
- “A ja uwieszę się na tobie
A ja uwieszę się na tobie
A ja uwieszę się na tobie
A ja uwieszę się na tobie”
Pararara!
Że też trzeba się budzić... Że też trzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz