Obserwatorzy

wtorek, 23 lipca 2019

3. Dar - Powrót Skrzydlatego



- Chodźże, Skrzydlaty... - mruknęła zapalając papierosa.
Drink miał gorzkawy posmak i nadal nie było jasne, co takiego jest w drinkach, że jednak się je czasem lubi. Może ów posmak właśnie.
Dar leżał wygodnie wyciągnięty na jej łóżku i przyglądał się jakiemuś szczegółowi obrazu, którym zachwyciła się tak bardzo, że zdecydowali się z Mężem na zakup. Obraz przedstawiał mrocznego flecistę, Zaklinacza - jak sobie go nazwała. Zaklinacz prawdopodobnie rozumiał mowę roślin i ptaków. I nigdy nie kończył czarować przestrzeni swą muzyką. Przyglądała się bezczelnie tej anielskiej kontemplacji obrazu zakładając, że jako ktoś kto kocha muzykę rozumie w tym obrazie więcej. A może anioły potrafią nawet słyszeć zamkniętą w nim muzykę? - zaciekawiła się. Możliwe. Synestezja była zjawiskiem, które zawsze go fascynowało. Oczywiście jej prośba została demonstracyjnie zignorowana. Dar nie drgnął, nie spojrzał. Nie zareagował wcale. Był i jakby go nie było. Zatopiony w swoich myślach, odczuciach. No, nic... Westchnęła, bo czasem bywało, że takie westchnięcia go zaciekawiały. Być może tylko dlatego, że nakręcały lekko anielską irytację. Nie tylko anielską - uśmiechnęła się. Sama bywała rozdrażniona tymi swoimi prymitywnymi metodami zwracania na siebie uwagi. Jakby wracała przy nim do czasów monosylab. Tym razem jednak nawet temu nie dał się ponieść. A w sumie... W jej łbie pojawił się nastrój, który w gestykulacji mógłby zostać wyrażony wzruszeniem ramion. Niech sobie tak tkwi jak mu z tym dobrze. Sięgnęła po drinka. O! Ciekawe... Oczy anioła skoczyły do jej dłoni.
- Nie pij tego - mruknął i znów wpadł w swój osobliwy bezruch.
Otarła usta i odstawiła szklankę. Chwilę jeszcze patrzył i słuchał obrazu. Ale już rozproszony. Było widać, że nie wpadł w to poznawanie sztuki na tyle głęboko, jak by chciał. Bardziej udawał skupienie, niż rzeczywiście mu ulegał. Ulegał? Czy on w ogóle czemukolwiek ulegał?
- Nie zapytasz? - jego oczy zaokrągliły się w teatralnym zdumieniu.
Kpił. Patrzyła jak na jego wargi wypływa taki hamowany resztkami sił uśmiech. Jak zmienia linię tych warg. Nieznacznie, a jednak w sposób tak bardzo czytelny.
- Może ja też się uczę? - uśmiechnęła się.
Bo często pytała o sens tych nagle rzucanych poleceń. Najczęściej jedyną odpowiedzią było milczenie i wyraz uporu, który nagle zaciemniał ten kochany, bezczelny anielki pysk. Ale gdy już po wszystkim odwracała się wstecz, gdy napływały nowe zdarzenia a katalog faktów poszerzał się o nowe, zawsze się okazywało, że miał rację. Że wiedział, uchwycił coś, co sprawiało, że te drażniące kwestie, prośby sformułowane w tonacji niebezpiecznie przypominającej rozkaz były celowe i pomocne.
- Może... - mruknął w zamyśleniu i jak gdyby nigdy nic wrócił do smakowania obrazu. Trwało to długą chwilę. - Gdy chcesz się bawić - powiedział nagle siadając - pij do upadłego. Jak legendy rocka - zadrwił. - Jak chcesz myśleć, nigdy tego nie rób.
Sięgnął po drinka. I szybko wypił parę łyków. Patrzyła na to z rozbawieniem. Zamierzał się bawić jak legenda rocka?
- Czasem... Bezpieczniej stracić taką alternatywę - zauważył z uśmiechem. - Właśnie cię jej pozbawiłem - zadowolony z siebie. Jak kot, któremu wreszcie udało się polowanie. - Myśl, Ćma.
- O czym?
- A już się bałem, że nauczyłaś się za dużo! - zachichotał. - Czy ja tu jestem od sterowania twoim umysłem?
- Kto wie, Dar? Kto to wie?
- No, dawaj... - odstawił pustą szklankę i na powrót wyciągnął się wygodnie na łóżku.
I przymknął oczy, jak ktoś kto zamierza wysłuchać niekoniecznie ciekawej audycji radiowej z której w dodatku trzeba będzie napisać recenzję.
Zawahała się.
- Nie masz nic do powiedzenia? - jedno anielskie oko spojrzało na nią z przesadzonym zdziwieniem. Drugie pozostało zamknięte. Ubaw po pachy. - Zaczynam się martwić - oznajmił z nietajonym rozbawieniem.
- Dar...
- No?
- Dziękuję ci.
- Za co?! - oburzył się tak szczerze, że aż usiadł.
- Za to, że... Za wszystko.
Przyglądał jej się podejrzliwie. W napięciu. Jakby sądził, że z niego kpi. I chyba nie znalazł żadnego uchybienia w niej, bo się odprężył. Powoli, jakby kosztowało go owo odprężenie dużo więcej niż ubieranie się w ulgę po bardzo stresującej sytuacji.
- Nie ma sprawy, Ćma - zajrzał przelotnie w jej oczy. - Nie ma sprawy...
Miała ochotę, jak w wierszu, objąć go i powiedzieć, że teraz jej kolej, by ukryć go przed wszystkim, czego można się obawiać. Najbardziej bał się, że zostanie uznany za lepszego niż jest. Być może uważał, że to cholernie mocno zobowiązujące. Zbyt ciężkie. Zbyt męczące.
- Zbyt smutne - mruknął bezbłędnie odczytując jej myśl. - Być uważanym za kogoś kim nie tylko się nie jest, ale też najczęściej nawet nie chce się być... Jesteś wtedy wyłącznie rozczarowaniem. Tak sądzę.
- Piłeś, nie myśl - upomniała go.
- Uczysz się - wyszczerzył zęby a jego oczy zwęziły się w uśmiechu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz