Obserwatorzy

wtorek, 23 lipca 2019

12. Dar - Powrót Skrzydlatego

- Dar, proszę cię... Usiądź tutaj. Możemy pomilczeć. Udawać, że nie ma ciebie, albo mnie. I tylko jest święty spokój. Puszczę muzykę. Otworzę wino. Po prostu posiedź ze mną. Jak stróż. Jak przyjaciel. Jak Dar.
Dopiero, gdy wypowiedziała to na głos - stało się. Wyrósł za jej plecami. Oparł się o ścianę.
- To gdzie to wino i muzyka? - wyszczerzył zęby w kpiącym uśmiechu. - Biadolisz, wołasz, niepokoisz i nic? Obiecanki cacanki, tak?
Na włosach miał krople rosy. Pachniał wiatrem i deszczem. I lasem. Odziany w materię musiałby sprawdzać, czy nie dopadły go kleszcze. Bo, że buszował w lesie było oczywiste. W piórach miał igły i liście. Na butach mech. Ciężkich butach, w takich, które lubią mocno stąpający po ziemi.
- Juuuuuuuuż! - skoczyła w głąb kuchni.
Szczerzyła zęby nie mniej niż on. Przyszedł! Dał się uprosić! I wcale nie był rozdrażniony tym, że nęka go bez potrzeby. To znaczy bez ważnego powodu. Życie się nie zawalało dzisiaj. Nie było żadnego cholernego bólu istnienia, czyli rozdrapywania własnych ran. Po prostu chciała towarzystwa. Właśnie takiego.
- Miła odmiana - uśmiechnął się, gdy podała mu wino. Powąchał zawartość z uwagą. - Bardzo miła... - podsumował zawartość kieliszka.- A co z muzyką?
- O! Wiesz? Znalazłam takie coś...
Włączyła muzykę. I usiadła obok niego. Tak samo jak on opierając się o ścianę. Wino miało delikatny, kwaśny posmak. Doskonałe. Wytrawne. W niewielkiej ilości. I pasowało. Do wieczoru. Muzyki. Śpiącego spokojnie psa. I obecności anioła. 
Przymknął oczy.
- Dobrze jest łączyć muzykę ze smakiem i nastrojem miejsca. Spróbuj.
Spróbowała. Dźwięki smakowały spokojem odchylonego do słońca wzgórza. Nastrój pachniał mchem i wilgocią. Cisza w dotyku była gładka i spokojna. Pokój świecił wspólnotą. Połączeniem. Harmonią. Zapadała się w to miękko, jak w ciepłą wodę. Niewyobrażalna ulga. I... Głębia pełna niczego, co byłoby w sposób kanciaty ważniejsze od innych ważnych spraw. Oddech wyrównał się. Z nią, z oddechem psiaka i tym, co było odpowiednikiem oddechu anioła.
- A teraz spróbuj uruchomić wyobraźnię - powiedział łagodnie.  - Jak dobrze pójdzie, zrozumiesz dlaczego rozmowy nie zawsze są potrzebne.
Zawsze dążyła do rozmów. Wydawały jej się czymś, przy pomocy czego można zmieniać świat. I ludzi. Co pozwala rozumieć. Ale on często podważał to, co uznawała za priorytet. Robił to subtelnie. Nie bolało. A odwrócona perspektywa dawała wrażenie, że świat stał się większy.
Niebo. Sunące po nim leniwie postrzępione jasne chmury. Niewielki ptak trzepoczący skrzydłami. Szary. Niepozorny. I doskonale piękny. Kropla wody na gałązce wrzośca. Zahaczona. Jak diament. Jaszczurka śpiąca na kamieniu. Skrobanie pazurkami po drewnie. Śmiech. Mężczyzny. Takiego, bez którego już nie da się oddychać. Dotyk mokrego futerka na psiej klatce piersiowej. Jego układ. Sterczące trawy nad kamienistym brzegiem jeziora. Smak herbaty z imbirem. Mgła nad górami. Warknięcie burzy. Uparta wędrówka ślimaka po liściu. Zielonym. Pełnym przeszkód. Trudnym.
- Widziałam to... - wyszeptała. - I nie było tak piękne...
- Takie "po prostu", co?
Patrzył na nią czujnie. W skupieniu. Z tą cała mądrością wszechświata i wieczności. Przyjaciel. I uśmiechał się.
- Doskonałe - znów zamknęła oczy.
- Dokładnie - zgodził się łagodnie. - To jest dobro, czyli coś co tak łatwo przeoczyć.
- Taka jest jego definicja według anioła? - uśmiechnęła się.
- Taka jest jego jedyna definicja - powiedział cicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz