Obserwatorzy

wtorek, 23 lipca 2019

5. Dar - Powrót Skrzydlatego



                     Gdzieś tam, w wesołym - poniekąd - miasteczku migają kolorowe światła. Dzieciaki z różowymi pyszczkami kręcą się na karuzelach. Chłopcy próbują zestrzelić coś, co będzie niezapomnianym trofeum. Prawie niemożliwe do zestrzelenia. Panie przeglądają się w gabinecie krzywych zwierciadeł. Zdziwione jak bardzo mocno odkształcić wypielęgnowaną facjatę. Tunelem strachu przejeżdżają zakochani i wrzeszcząc pozorne przerażenie obiecują sobie ochronę. I śmiech aż do kresu dni. Może niedawno było jakieś święto, bo wszyscy wyglądają jakby wstali przed chwilą od uginających się pod ciężarem jadła stołów. Za plecami, w skocznym, festynowym rytmie zachęcają nas do zakupu dodatkowych biletów. Niewielka cena a atrakcji moc.
- Bo widzisz... - powiedział anioł owijając szyję szalem. - To sen o życiu.
Dzieciaki nie wiedzą, że kręcenie się w kółko rzadko przynosi coś wartego istnienia. Chłopcy przestają pamiętać, że trofea wpadają w ręce nielicznym. Panie ufają w swe piękno. Zakochani wierzą, że strach można traktować z dystansem a ochrona jest możliwa. Wszyscy uwielbiają łakocie na stołach i mają nadzieję na to, że los będzie co najmniej miłą niespodzianką. Za niewielką cenę.
Miło się na nich patrzyło.
A za plecami była rozgwieżdżona noc. Brzydka suka oszczeniła się pod mostem. Gdyby była ładniejsza, dostałaby kawałek koca i miskę karmy. Jakiś cwaniaczek wciąż się uśmiechał, złym, demonstracyjnie pogardliwym uśmiechem. W jego klatce piersiowej tłukło się serce, które nie mogło pomieścić faktu, że jednak dużo czuje. I jeszcze więcej widzi. Musiał przywdziać zbroję cynizmu, inaczej nie poradziłby sobie z ludźmi. Ulicą szedł ktoś. Nijaki i bezbarwny. Wracał do pustego pokoju. Ktoś modlił się żarliwie nie wierząc w sens modlitw. Ktoś mówił cichym, monotonnym głosem. Nikt go nie słuchał. Czyjeś serce pękało, nie po to by umrzeć. Zdziczały kot wślizgiwał się do niedomkniętej piwnicy.
Anioł jeszcze raz poprawił szal i przez chwilę wahał się. Nie był pewien dokąd się udać. Bo niby anioły są od tych wszystkich rozbitków i winny towarzyszyć im właśnie. Ale światła świeciły, muzyka nie ustawała. Sen trwał.
- Nie odchodź - poprosiła. - Chcę śnić.
Tylko, że jego już nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz