Obserwatorzy

wtorek, 23 lipca 2019

1. Dar - Powrót Skrzydlatego



   Nie spodziewała się go. Bywał przed laty często. Potem gdzieś poleciał. “Poleciał”! Jakoś do niego akurat nie pasuje to określenie. Choć jest aniołem. Może w jego przypadku - pomyślała - istnieją pewne kłopoty z czystością pochodzenia. Jakiś taki nierasowy zawsze był. I chyba tylko dlatego możliwy do pokochania. Uśmiechnęła się.
Właściwie się nie zmienił. Dalej w nim było coś późnojesiennego. W spojrzeniu. Miał te same ruchy kogoś, kto nie ma pojęcia co to znaczy mieć ciało, upierdliwe ludzkie ciało, które zawsze dorzuci swoje trzy grosze do sytuacji i zdarzeń. Rysy nie uległy rozpadowi pod wpływem czasu. Zarys ramion i palców pozostał godny uwielbienia. Sił nie ubyło. Tylko milczący się jakiś taki zrobił.
Patrzyła jak siada na biurku. Jednym skokiem. Zwiesza te swoje nogi opatulone w za duże bojówki. Macha stopami. Patrzy. Podejrzliwie. Zielonymi ślepiami.
- No, co tam, Dar? Tak bez powitania? Po takim czasie?
- Był długi? - lekko unosi brew.
Drwi. Po staremu. Irytująco, ale swojsko. Poczuła ciepło. Głupek!, nawet pewnie nie wie jak bardzo za nim tęskniła. No i już jej kiedyś tłumaczył, że dla anioła czas ma inny wymiar. “Jak koraliki - powtarzał niegdyś - można go przesuwać. W dowolną stronę.” A potem szczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu. Teraz też.
- Dla mnie. Postarzałam się, kolego.
- I przybyło smutków do niesienia - demonstracyjnie ziewnął.
Żadnego współczucia. Uśmiechnęła się w myślach. Nigdy go nie okazywał. Był przecież mądrością. Nie sercem. Zerknęła jak sięga po jej papierosa, którego odłożyła na krawędź popielniczki nie mogąc pogodzić palenia z jego obecnością. Zaciągnął się dymem. Powoli. Na jego twarzy odmalowała się iście nie anielska rozkosz.
- Zdegradowany? - zaciekawił się.
- W sensie?
Nie zrozumiała. Poza tym z nim zawsze trzeba było uważać jak mówił podobne rzeczy.
- “Kolego”? - skrzywił się parodiując jej głos.
- Wiesz przecież, że nigdy...
- Z tą wszechwiedzą to bym nie przesadzał - zachichotał. - Coś tam wiem... - powiedział spokojnie.
- A wystarczy tego “coś tam” żebyś rozumiał, że nie?
Jak ona lubiła te jego żarciki, riposty, złośliwostki. Jak strasznie niegdyś kochała zabawę z nim w “foch - forever”, która potrafiła się przedzierzgnąć w całkiem przyzwoitą grę intelektualną . A o tym akurat już nie pamiętała.
- Czy ja wiem? - uśmiechnął się, zaciągnął znów dymem i odłożył papierosa. - Kawka?
- Czy ty naprawdę musisz mi tu czepiać się wszystkich używek?
- A masz drinka? - odsłonił zęby w uśmiechu.
Jakby wyszedł stąd dzień temu, na chwilę zaledwie. Skrzydlaty drań. Żadnych relacji, patetycznych powitań, gry wstępnej. Tylko ot tak: jakby nic się nigdy nie mogło zmienić. Jakby nic nie wymagało wyjaśnień. Zabrała mu kawę z rąk.
- To moje - mruknęła.
- Kiedyś dzieliłaś się chętniej - zauważył z wyrzutem. - Mam sobie iść?
Tylko nie to! Był nieokrzesany, mógł wyprowadzić z równowagi. Ale przecież gdy już się pojawiał, robiło się lepiej. W każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Nie zdołała ukryć, że przestraszyła się tej groźby.
- Nie bój się - mruknął nagle z powagą.
Patrzyła na niego znieruchomiała. Lęk opadał jak miękka, bura szmata, którą można polubić, ale nie można jej cenić. Dlaczego tak ją zaskoczył tym stwierdzeniem? Już wiedziała przecież, że u niego taka dynamika przechodzenia z nastroju w nastrój jest normalna. Ale wiedziała też, że takie stwierdzenia rzadko należało dopinać wyłącznie do bieżącej sytuacji. Miały charakter bardziej uniwersalny. Zwłaszcza jeśli Dar wpijał się wzrokiem w oczy. A właśnie to czynił.
- Nie chodzi o strach ... - szepnęła odwracając wzrok.
Jak ktoś kto kłamie. I odruchowo właśnie rozciągając jego wypowiedź na całe spektrum własnych doświadczeń. No tak - pomyślała z przekąsem - brakuje teraz tylko łzawych reakcji! Jak ona się nie lubiła za te wszystkie emocje. Jak wkurzało ją, że nagle z kamieni też mogą cieknąć łzy. Jak drażniło, że tym może zawodzi, rozczarowuje. Zasmuca. Że może jest jak Pani Mgła, która rozlewa wokół szarości. Możliwe, że ciężkie do uniesienia. Jak trucizna, z tą swoją cholerną powagą!
Dar przyglądał jej się uważnie. Na jego twarzy odmalowało się skupienie. Sięgnął w końcu po kawę. Przeniósł wzrok za okno.
- Nie bój się - powiedział nie odrywając wzroku od szyby - Nic się nie zmieniło.
No a przecież bała się, że nie ma już żadnej przyjaźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz